albo żyjesz albo się boisz

https://niewiem.pl/ - AUDIOBOOK I EBOOK Oceniając i komentując wspierasz kanał!http://facebook.com/niewiemalesiedowiemGrupa na fb - https://www.facebook.c Wyobraź sobie jakby twój rodzic tu lurkował, i czytał to co zapostowałeś. Albo jakby oni sami gdzieś na forum wsparcia pisali "Nie radzę sobie mentalnie z synem studentem i nie wiem, co robić." Bez owijania w bawełnę, zagadaj do nich i porozmawiaj szczerze. 2. Subject_Advantage766 • 3 yr. ago • Edited 3 yr. ago. Lyrics to Musicloft Numerek (Nowość Disco Polo 2017): Whisky wino rum Wszystkim byś się struł Nie ma to jak zimna czysta Prosto do kieliszka Whisky wino rum 11.1k Likes, 252 Comments - Albo żyjesz, albo się boisz (@juz_nie_panna_anna18plusvat) on Instagram: “No hej🙋‍♀️…” Możesz bać się Podsumowanie i wnioski #198 1️⃣ Oceń swój strach od 1 do 10. Kolejne pytanie, które warto sobie zadać, to czego tak naprawdę się boisz. Quand Chuck Rencontre Larry Bande Annonce Vf. to warto to trochę szerzej opisać szczególnie z myślą o nowych członkach naszej ‘odburzeniowej świty!’. Więc o co chodzi? Już tłumaczę... Każdego dnia wstajesz i myślisz być może od samego ranka, być może troszkę później ale zaczynasz myśleć o tym co to się dzisiaj znowu nie wydarzy. Czy to odnośnie jakieś ‘ciekawej myśli’, czy to odnośnie danej części ciała, a może boisz się że to własnie dzisiaj ta zła depresja do Ciebie przyjdzie, może boisz się zwariować właśnie dzisiejszego pięknego dnia, co by to nie było przyjacielu jesteś kolokwialnie mówiąc... w dupie. Ale wiesz co w tym jest najlepsze? Że w tej dupie jesteś z tego powodu, że sam w nią ‘wchodzisz’. Wiem, porównanie z dupy, ale może do niektórych ta metafora lepiej dojdzie. Wstajesz i już myślisz, skanujesz, analizujesz, dumasz, zresztą, sam to robiłem jeszcze prawie 6 lat temu gdy borykałem się ze swoimi wkrętami, analizami i innymi pierdołami więc w pełni rozumiem co to znaczy, ALE trzeba w końcu powiedzieć temu STOP. Bo widzisz, gdy wchodzisz w te analizy, dumasz, skanujesz, myślisz, obawiasz się itp. to ciągle KONTROLUJESZ, coś nad czym kontroli tak naprawdę nie masz. Bo co Ty kontrolujesz w sytuacji gdy myślisz o czymś? Czy myślenie nad czymś sprawi że coś się stanie lub coś się nie stanie? Oczywiście że nie, ponieważ samym myśleniem kontrolujesz tylko jedno – czy przywołasz lęk czy też nie. Ogólnie cały ten temat kontroli jest często zagmatwany a tak naprawdę mamy tutaj 3 proste rzeczy: 1. Kontrolujemy decyzyjnością, czyli jeżeli na przykład, decydujesz się by reaktywnie podejść do danej myśli lub obawy, to sprawiasz że się wkręcasz. Więc na podstawie tej decyzji, skontrolowałeś sytuację tak że się zakręciłeś w swoje myśli i obawy co spowodowało że przywołałeś lęk i wszystko działa jak powinno w takiej sytuacji. Więc jeżeli chcesz sprawę skontrolować inaczej, to musisz podjąć inną świadomą decyzję i nie zawierzać niechcianym myślom które są nic nie warte. Ale do tego oczywiście potrzebujesz praktyki, wiedzy i podstaw byś w ogóle mógł/mogła tak zrobić. 2. Kontrolujesz również sytuację na podstawie REAKCJI jaką okażesz danej myśli/emocji/sytuacji ogółem. Na podstawie Twojej reakcji, nadajesz kierunek myślom i emocjom do dalszego toku wydarzeń. Jednak to co najważniejsze to punkt 3 o którym znakomita większość z Was nie myśli lub zapomina, a mianowicie... ...3. NIE KONTROLUJESZ czy coś Ci się stanie czy też nie, na podstawie myśli o tym. W żadnym razie nie kontrolujesz tutaj efektu końcowego, typu że jak myślę sobie o tym zawale, to on przyjdzie, albo muszę o nim myśleć żeby on nie przyszedł, albo jeszcze inaczej... nie mogę o nim NIE MYŚLEĆ, bo wtedy właśnie STRACĘ KONTROLĘ (której i tak tutaj nie mam) i on przyjdzie. NIE NIE NIE I JESZCZE RAZ NIE. Nie masz KOMPLETNIE ŻADNEJ kontroli nad tym czy coś przyjdzie czy coś nie przyjdzie bo Ty sobie o tym myślisz. To kompletnie nic nie zmienia, a również jest kolejnym sednem sprawy na czym polega zaburzenie lekowe. Bo widzisz, zaburzenie lękowe to nic innego jak patologiczne utrzymywanie lęku, a lęk ten nie aktywuje się sam z siebie jak pewnie myślisz, jeżeli trafiłeś tutaj bez podstawowej wiedzy w tych tematach. Lęk jest wynikiem Twojej reakcji, więc właśnie tutaj mamy punkt 1 i 2 który powoduje że przychodzi lęk. A dlaczego tak się dzieje? Bo nie wierzysz w punkt 3. Uważasz że zamartwianiem się cokolwiek tutaj zmieniasz/kontrolujesz/wpływasz że coś się stanie lub nie, ale to jest KOMPLETNIE BEZ ZNACZENIA. Niezależnie od tego ile książek przeczytałeś odnośnie ‘Sekretu’, ‘Potęga podświadomości’ itp. to nie ma takiej mocy żebyś za pomocą samej myśli mógł cokolwiek wywołać/sprawić że ten zawał/zwariowanie/udar/schizofrenia/psychoza/zniknięcie/amnezja itp itd. się wydarzy. W ŻADNYM, ŻADNYM RAZIE. Dlaczego? Ponieważ ŻADNA MYŚL NIE MA MOCY SPRAWCZEJ. Możesz sobie pomyśleć o czym tylko chcesz, ale jeżeli nie pójdzie za tym żaden czyn, to nie będziesz miał tych milionów, tych samochodów, tych dziewczyn/mężczyzn, tego życia w stylu ‘American Dream’ itp. itd. Nie ma takie opcji więc proszę zapamiętaj to sobie dobrze by skrócić swoje cierpienia o jakieś 60%. Nie ma takich cudów przyjaciele, tym bardziej obawianie się że te wredne myśli które teraz mam sprawią że zrobię komuś krzywdę, coś mi się stanie, sprowadzę na siebie lub innych nieszczęście. Takie rzeczy tylko w filmach. W realności, rzeczywistości, myśl jest tylko i wyłącznie odzwierciedleniem 3 rzeczy: 1 Twoich obaw 2. Twoich wierzeń w dane kwestie/przekonań 3 Twoich wyobrażeń. Czy widzisz tutaj gdzieś punkt ‘Twojej rzeczywistości’? Nie, dlaczego? Bo o rzeczywistości nie musimy nawet myśleć ponieważ ją mamy TU I TERAZ. Dlatego właśnie że nie myślimy o rzeczywistości, wchodzimy w zaburzenia lękowe. Ponieważ patologicznie obawiamy się naszych wyobrażeń, które kompletnie się kłócą z rzeczywistością. Ile razy bałeś/łaś się że coś się wydarzy, tak jak na początku tego wpisu... właśnie dzisiaj to się stanie... i co? Stało się? Rzeczywistość po raz enty dała Ci mówiąc bardzo łagodnie... ‘pstryczka w nos’, a brutalniej, wzięła wzięła Cię za m...twarz pokazała prawdę po raz enty i z uśmiechem do Ciebie powiedziała: Oj Boże... gorzej niż z dzieckiem. Dostrzeż ten fakt, zobacz jak każdego dnia dajesz się robić w co tylko chcesz i zacznij w końcu ŻYĆ, bo tak bardzo boisz się umrzeć, że już nie żyjesz, bo co to za życie w ciągłych obawach o coś co się nie wydarza? O coś na co nie masz wpływu ani kontroli ponieważ CO MA BYĆ TO I TAK BĘDZIE, CZY O TYM MYŚLISZ CZY NIE. Więc jak coś ma się stać to się stanie, a coś ma się nie stać, to się nie stanie. Wiesz co ma wpływ na takie wydarzenia w jakimś stopniu? Twoje działanie, nie myślenie. Myślenie jest niczym, jest tymi 3 kwestiami które przedstawiłem Ci powyżej. Twoje działanie, na przykład... istnieje większa szansa że będziesz w niebezpieczeństwie, gdy wybierzesz sobie tą nieoświetloną drogę do domu po godzinie 22 niż oświetloną. Czy oznacza to że masz 100% szansę na kradzież/obicie? Nie! Ale to działanie zwiększa prawdopodobieństwo. Tak samo jak większa szansa jest gdy na przykład przez x lat opychasz się słodkościami non stop, nie dbasz kompletnie o dietę, nie ćwiczysz, palisz i pijesz, to zwiększa szansę na przeróżne choroby, czy daje pewność? NIE, ale zwiększa prawdopodobieństwo. I tak dalej, i tak dalej. Więc działanie ma jakiś wpływ, bo chociaż zwiększa lub zmniejsza prawdopodobieństwo ale NICZEGO NIE GWARANTUJE. A myśli? Myśli Haha, myśli nawet nie zwiększają prawdopodobieństwa o Jedyne co robią, to wywołują Ci adekwatne emocje pod Twoje podejście do danego wyobrażenia. Jeżeli boisz się umrzeć/zwariować itp. czyli podchodzisz do myśli na poważnie, to cierpienie które sobie fundujesz powoduje że wpadasz w koło lękowe. Czyli patologicznie utrzymujesz lęk właśnie w ten sposób. Więc skończ z tym, zerwij te głupie łańcuchy które sam na siebie zakładasz. Zrozum, że tak bardzo boisz się umrzeć, że odcinasz sobie możliwość radości z życia. Zrozum również to, że życie jest chaotyczne i równie dobrze może mnie zaraz trafić szlag przed, w trakcie lub po opublikowaniu tego wpisu. Ale wiesz co? Równie dobrze, mogę żyć jeszcze 100 lat nikt z nas tego nie wie i nie jest to powód do kontrolowania tego czego kontrolować nie jesteśmy w stanie, tylko do zaakceptowania w końcu natury życia. Więc jakbym miał dodać czym jeszcze jest dla mnie odburzenie, to właśnie zaakceptowaniem natury życia i jego chaosu. Bo teraz tak bardzo chcę żyć, że nie chcę się nim martwić. Miłego dnia wszystkim. Być może żyjesz w toksycznej relacji i coś, czego nie potrafisz nazwać, powstrzymuje cię przed zerwaniem. Oto 12. najczęstszych powodów, które podświadomie sprawiają, że nie potrafimy odjeść. Pamiętaj jednak, że jeśli poczujesz, że któraś z opisanych sytuacji bardzo do ciebie psuje, nie oznacza to, że natychmiast masz pakować walizki i kończyć ten związek. Najprawdopodobniej potrzebujesz po prostu: zmiany, szczerej rozmowy lub terapii. Warto jednak wiedzieć, dlaczego pozostajemy w związku, mimo że czujemy się głęboko nieszczęśliwe. Wiedza to pierwszy krok do poradzenia sobie z toksyczną sytuacją. 1. Boisz się zostać sama Zakładasz, że lepiej być z kimkolwiek, niż ze sobą samą. To paradoks, bo przecież i tak w toksycznej relacji czujesz się samotna, kiedy nikt nie liczy się z twoimi potrzebami i nie dba o to, by otaczać cię opieką. 2. W toksycznej relacji jesteś uzależniona od haju Ten haj, kiedy w waszym związku jest wyjątkowo i ekscytująco, sprawia, że wytrzymujesz momenty lub tygodnie, kiedy jest naprawdę źle. Co może być dołkiem? Na przykład emocjonalna niedostępność partnera, jego przemoc, nawrót choroby alkoholowej… Jednak obietnica, że za chwilę znowu będzie cudownie, sprawia, że przetrzymujesz kryzys, by za chwilę znów cieszyć się hajem. To może poniekąd uzależniać, ale też bardzo wyczerpuje. 3. Boisz się inwestować od nowa Ilość energii, pieniędzy i pracy, jaką już włożyłaś w ten związek przytłacza cię albo czujesz strach przez zaczynaniem wszystkiego od nowa z kimś innym. To naturalne, że obliczasz „utopione koszty”. Ale przecież nie powinny cię one blokować przed poszukiwaniem prawdziwego szczęścia. 4. Twoja wartość zleży od faceta Być żoną – jest bezpiecznie. Być żoną majętnego faceta – jeszcze lepiej. A być kobietą partnera szanowanego w towarzystwie – wprost cudownie. Ale to przecież nie wszystko! Zastanów się, czy przypadkiem nie jesteś dziś nadmiernie przywiązana do statusu społecznego i jednocześnie nie jesteś w stanie podejmować decyzji, zgodnych z twoimi wartościami i najlepszymi interesami. Może od lata zastawiasz się, czy nie byłoby dobrze już wrócić do pracy? Albo od miesięcy myślisz nad tym, czy nie spełniłabyś się jako matka? Być może trzymasz się wygody i fantazji na temat swojego związku kosztem samej siebie. 5. Wierzysz, że związki są trudne Tak, to prawda – każda relacja ma swoje trudne momenty. Ale dobry związek to nie jest coś, co wymaga od ciebie jakiś niesamowitych poświeceń, rezygnacji z własnych ważnych potrzeb, nieustannej pracy nad sobą ku zadowoleniu drugiej osoby. To nie może zamienić się w jakiś znój, wieczny niepokój. Miłość nie może być powodem zagubienia prawdziwego JA. Powinna ci zdecydowanie dodawać siły. Zobacz także: Nie bój się kochać. Otwieraj się na miłość, bez względu na to ile razy byłaś skrzywdzona czy odrzucona 6. Boisz się szukać mniejszych komplikacji Jeśli na wczesnym etapie życia nauczyłaś się kojarzyć miłość z konfliktem, zmiennością lub niekonsekwencją, być może część ciebie podświadomie trzyma się nadziei, że w dorosłym życiu wygrasz z tym. Znajdujesz sobie partnera, który zapewnia ci rollercoaster. Czasem cierpisz, ale nie zmierzasz go porzucić, bo to skonfrontowałoby cię z realnością, która polega na tym, że lepiej dla ciebie by było poszukać kogoś mniej skomplikowanego emocjonalnie. To jednak wywołuje w tobie opór, ponieważ przywykłaś w dzieciństwie do toksycznych relacji. 7. Liczysz na potencjał partnera? To toksyczna relacja On nadużywa alkoholu, ale jest inteligentny. Czasem bije cię, ale potrafi też być czuły. Nie zauważa twoich potrzeb, ale dużo zarabia…. Można wymieniać bez końca. Trzymanie się nadziei, że osoba, z którą związałaś się, kiedyś zmieni się i wykorzysta swój najlepszy potencjał jest receptą na rozczarowanie. Jesteś głodna, ale karmisz się okruchami. Mamy złą wiadomość – tak będzie bez końca, jeśli czegoś sama nie zmienisz. POLECAMY RÓWNIEŻ: 9 ważnych różnic między związkiem zdrowym, a toksycznym 8. Nie wiesz, kim jesteś poza związkiem Jeśli przez lata rezygnowałaś ze swoich potrzeb i naginałaś się do tego, czego oczekiwał partner, mogłaś doprowadzić do sytuacji, że teraz nie masz już bladego pojęcia, kim tak naprawdę jesteś. A w konsekwencji nie widzisz żadnych perspektyw dla siebie poza tą relacją. Jak miałoby wyglądać twoje życie jako singla? Jeśli brakuje cie pomysłu, by wszystko urządzić tak, by było ci dobrze, powinnaś popracować nad poczuciem własnej wartości. 9. W toksycznej relacji bierzesz winę na siebie Za wszystko dosłownie! Jeśli twój partner utwierdza cię w przekonaniu, że do niczego się nie nadajesz, że jesteś życiową niedorajdą, a ty już kiedyś słyszałaś takie słowa, nic dziwnego, że wierzysz w to. W konsekwencji możesz obwiniać siebie za wszystko, co dzieje się w waszym związku. Pewnie jesteś przekonana, że to ty jesteś niewystarczająca i dlatego stałaś się problemem, by wasza relacja mogła przebiegać bez komplikacji. 10. Starasz się zasłużyć na miłość Jeśli w dzieciństwie twoje ważne potrzeby były zaniedbywane przez rodziców lub opiekunów, dziś możesz podobnie jak kiedyś starać się „zapracować” lub „walczyć” o miłość, uwagę i czułość partnera. Uznajesz taką formę relacji za normalną i trudno się temu jednak dziwić, niczego innego nie znasz. Taki związek wydaje ci się bezpieczny, bo znajomy. Powtarzasz coś, co widziałaś u swoich rodziców i wchodzisz w znany ci schemat. 11. Jesteś uzależniona od ratowania Jeśli dorastałeś w domu, w którym były liczne konflikty i nieprzewidywalność, a szczególnie – jeśli patrzyłaś, że któreś z rodziców weszło w rolę ratownika dla drugiego, to teraz możesz pełnić rolę rozjemcy i opiekuna w swojej dorosłej rodzinie. Najgorzej, że wszystko dzieje się kosztem ciebie. 12. Mylisz chemię z ideałem Kiedy na początku pojawia się silna chemia, możesz mieć wrażenie, że pasujecie do siebie idealnie i że w końcu znalazłaś „drugą połówkę”. Na tym etapie łatwo nie zauważyć „znaków ostrzegawczych”. A jeśli jesteś przywiązana do swojej fantazji o idealnej miłości, która nie ma nic wspólnego z byciem z realną osobą, to porzucenie tego marzenia oznacza, że musiałabyś przyznać, że uwierzyłaś w blagę. Być może więc wolisz oszukiwać siebie dalej? Zobacz także: Każdy z nich był „jednorazówką”. Kontakt tylko do pierwszego seksu, później koniec. Nie chciałam się w nic angażować Zauważyłam, że zaczynam pisać posty gdy jestem smutna... Wiem, długo mnie nie było. Podejrzewam, że potrzebowałam prywatności, ułożenia sobie życia: w nowym miejscu, z nowymi ludźmi. Jest godzina 2:14 w nocy, nie mogę spać. Uczę się na zaległą socjologię oraz BHP z pracy które również zawaliłam. I to jest ten czas, gdy wspominam o tym co było oraz o tym co aktualnie jest. Przeglądam profile przyjaciół którzy zaczynali od zera... tak jak JA. W tej chwili spełniają swój 'amerykański sen' a Ja? A Ja tęsknie... za tym co było, za rodziną, za domem i za ulubioną knajpą która jako jedyna była otwarta we wsi. To jest ten wieczór, gdzie uświadamiam sobie, że to co miałam pod nosem i nie doceniałam, w tej chwili brakuje mi najbardziej. Gdy tęsknie, dzwonię do Taty. Zazwyczaj chodzi o jakieś bzdety typu: spadł śnieg? Robię to dlatego, aby usłyszeć jego głos. Po zakończonej rozmowie, zamykam się w pokoju i płaczę godzinę w poduszkę. To są te momenty, w których oddałbyś absolutnie WSZYSTKO, aby przez chwilę spędzić czas z rodziną. Zdałam sobie sprawę, jak wiele rzeczy mnie ominęło przez ten czas gdy mnie tutaj nie było, jak bardzo zaniedbałam to co robiłam z pasji, pomaganie Wam pomagało mi. To był lek na wszelkie rany wyrządzone przez okoliczności otaczające mnie. Gdy miałam zły dzień, czytałam Wasze maile i rozmawiałam z Wami. Przeżywałam wraz z Wami wasze przykre przeżycia, utratę bliskiej osoby, bądź zwykły nadawający się do dupy dzień. Cieszyłam się, gdy wasze problemy zostały rozwiązanie, gdy porozumieliście się z rodzicami albo chociaż poprawiliście ocenę w szkole. Wiedzcie, że o Was pamiętam, o moich czytelnikach. Mnóstwo znajomych odradzało mi prowadzenia strony, abym już zaprzestała pisać blog. Linczowali mnie za to, że byłam otwarta w świecie internetu, że dałam siebie Wam poznać. Posłuchałam ich... Odeszłam. Przez ten czas, nie byłam sobą. Brak kontaktu z Wami spowodował, że stałam się szarą rzeczywistością ponurego miasta. Straciłam cały koloryt życia jaki prowadziłam. Przeglądając facebooka znajomych, uśmiechałam się na samą myśl: "Pamiętam jak sprzedawała spodenki na fotoblogu, a teraz jest najpopularniejszą blogerką. O, a ten zaczął od Minecrafta a teraz buja się po Dubaju, a ten i tamten..." i tak dalej... Rozumiecie o co mi chodzi? Zdałam sobie sprawę, że zrezygnowałam ze spełniania marzeń, z robienia sobie i Wam przyjemności (jakkolwiek to beznadziejnie brzmi) z tego, że dzielę się z Wami tym co siedzi we mnie. Podjęłam bezmyślną decyzję którą ja Wam wpajałam tyle czasu, abyście nigdy tego się nie podejmowali: NIE REZYGNUJCIE Z MARZEŃ! Wiem, że jest to ciężkie do zniesienia, gdy Twoi znajomi wystawiają na Ciebie opinie niezbyt pochwalną. Gdy, od osób trzecich dowiadujecie się co tak naprawdę myślą o Tobie ludzie, o których nigdy w życiu byś tego nie podejrzewał "no bo przecież my się tak lubimy, to dlaczego ma na mnie źle mówić?". Nigdy nie wsłuchujcie się w to co mają do powiedzenia osoby, które uważają jak lepiej spożytkujesz resztę swojego życia. To Ty musisz podejmować decyzję i nie ważne czy będzie ona dobra czy zła. Uczymy się na własnych błędach, musisz zasmakować porażki aby bardziej cieszyć się ze swojego sukcesu. ALBO ŻYJESZ, ALBO SIĘ BOISZ. Zastanów się co jest tak naprawdę dla Ciebie ważne i miej mądrość i odwagę aby budować w okół tego swoje życie. Kategoria: Średniowiecze Data publikacji: Autor: Przy tekście pracowali także: Maria Procner (redaktor) Maria Procner (fotoedytor) Horror? Mało powiedziane! Połamane kości czaszki, krwotoki, sepsa, a nawet śmierć – tak często kończyły się wizyty u średniowiecznych „dentystów”. Trudno się dziwić, że ówcześni ludzie omijali specjalistów od zębów szerokim łukiem... Ogłuszający dźwięk trąbki wzywa gawiedź, by zebrała się na rynku pod sceną. Siedząca na podwyższeniu gadająca małpa uważnie przygląda się spod parasola tłumowi, podczas gdy żongler wykonuje różne sztuczki, wygłaszając przy tym sprośne żarty, by rozgrzać publiczność. Po chwili żongler kończy występ, muzyka cichnie i na scenę wypada imponująca postać mężczyzny odzianego w kosztowną tunikę. Na głowie ma okazały kapelusz ozdobiony piórami, a na piersi połyskuje naszyjnik z ludzkich zębów. Jego chełpliwa oracja wkrótce przyciąga na scenę początkowo oporną ofiarę bólu zęba. Po kilku chwilach jest już po wszystkim: dokuczliwy ząb zostaje wyrwany szybko i bezboleśnie. Ochotnik spogląda w osłupieniu na swojego wybawcę, który ku uciesze publiki unosi ząb wysoko w górę. W tym momencie w kierunku sceny ruszają inni nieszczęśnicy cierpiący z powodu podobnych dolegliwości, by oddać się w ręce wyrwizęba. Jest jednak mało prawdopodobne, by wszyscy czekający w ogonku na swoją kolej doświadczyli równie bezbolesnej ekstrakcji, jak wspólnik domorosłego dentysty, który właśnie sugestywnie odegrał scenę wyrwania zęba. Huk rogu i dudnienie bębnów skutecznie zagłuszają krzyki pacjentów. Nim sepsa zaatakuje organizm lub inne groźne dla życia komplikacje wynikłe z braku kompetencji oszusta dadzą znać o sobie, jego już dawno nie będzie w miasteczku. Tak właśnie wyglądała wizyta u dentysty w czasach średniowiecza. Czytaj też: Chirurg z horroru, czyli najlepszy lekarz średniowiecza. Jak leczono w czasach, gdy lekarstwo było gorsze od choroby? Krwotoki i inne „nieprzyjemne wypadki” Oczywiście istniały inne możliwości. Osoba z bólem zęba mogła skorzystać z usług balwierza, który dokonywał ekstrakcji lub wykonywał alternatywny, mniej inwazyjny zabieg, jakim było puszczenie krwi. Mogła też wybrać któryś z wachlarza całkowicie bezużytecznych eliksirów sprzedawanych jako remedia o natychmiastowym działaniu na wszelkiego rodzaju dentystyczne dolegliwości. Niestety, renomowani medycy, którzy dorywczo parali się stomatologią w starożytnym Rzymie, opuścili pole walki wraz z upadkiem imperium, zostawiając sztukę leczenia zębów niedouczonym ignorantom, konowałom i szarlatanom. Collection gallery/CC BY Wizytę u rwacza zębów traktowano jako ostateczność Niechęć lekarzy do praktykowania dentystyki wydaje się zrozumiała, bowiem możliwości, jakie dawała ówczesna medycyna, zarówno w kwestii uśmierzania bólu zęba, jak i leczenia jego przyczyn, były ograniczone. Pomimo mądrości głoszonych przez Hippokratesa i jemu współczesnych dbanie o dobrostan jamy ustnej było postrzegane jako zajęcie poniżej godności przez profesjonalnych medyków świata antycznego i to przekonanie pokutowało przez całe średniowiecze. Jeszcze w XVI wieku szwajcarski profesor medycyny Theodor Zwinger odradzał lekarzom przeprowadzanie ekstrakcji, twierdząc, że najlepiej zostawić to cyrulikom i innym znachorom, gdyż podczas zabiegu często dochodzi do „nieprzyjemnych wypadków”, których rezultatem są połamane kości szczęki, poranione dziąsła i poważne krwotoki. Przeszło sto lat później słynny holenderski lekarz Kornelis van Solingen także wyrażał się z pogardą o operacjach dentystycznych. Zobacz również:Lekarstwo idealne, czyli o dobroczynnych właściwościach zwłok skazańcówNajstarsza miętówka na świecie, czyli tysiące lat walki z nieświeżym oddechemSmród, brud i ubóstwo? Bynajmniej! Średniowiecze wcale (aż tak) nie śmierdziało Leki ze średniowiecznej apteki Tak jak lekarze mieli dobry powód, by odwrócić się od stomatologii, tak i zwykłym obywatelom nie brakowało powodów ku temu, by trzymać się jak najdalej od rwaczy zębów i ich kolegów po fachu. Ze względu na ból i wysoki poziom ryzyka wykonywanych przez nich zabiegów postrzegano ich wyłącznie jako ostatnią deskę ratunku. Ludzie robili wszystko, żeby uniknąć wizyty u tych pseudodentystów. W desperacji sięgali po całkiem nieskuteczne albo wręcz niebezpieczne mikstury, tynktury i balsamy, co znacznie przyczyniło się do rozkwitu rynku farmakologicznego. Symbolem tej prosperity było otwarcie w Anglii pierwszej apteki w 1345 roku. Trudno się nie zastanawiać, jak wyglądało to wydarzenie w czasach, gdy system medialny nie był jeszcze tak rozwinięty jak dziś. Przypuszczalnie na liście leków dostępnych w aptece znajdowały się środki przeciwbólowe na wszelkie dolegliwości dentystyczne. W dziale poświęconym robakowi zębowemu można było zapewne nabyć typowe średniowieczne medykamenty: miód, gorzkie zioła, mirrę, aloes, kolokwintę oraz kwasy takie jak sok żołądkowy świni. Dowiedz się więcej: Jak katować, a potem… leczyć? Średniowieczna rehabilitacja po wizycie w sali tortur Walka z robakiem zębowym Trzynastowieczny manuskrypt Leechdoms, Wortcunning and Starcraft [Medycyna, naturalne remedia i astrologia – przybliżone tłumaczenie tytułu] zawiera wiele wzmianek dotyczących chorób jamy ustnej oraz zbiór ludowych środków leczniczych stosowanych do walki z bólem zęba, w których wyraźnie pobrzmiewają echa błędnych informacji utrwalanych przez ówczesnych chirurgów szarlatanów. Aby pozbyć się robaka zębowego, należy wziąć równą miarę nasion lulka czarnego, mąki z żołędzi oraz wosku, zmieszać wszystkie składniki, zrobić z nich świecę, podpalić ją i dymem okadzić wnętrze ust, następnie czarny materiał podłożyć i czekać, aż robaki zaczną nań wypadać. publiczna Tureckie wyobrażenie robaka zębowego. Aby pozbyć się bólu zęba drążonego przez robaka, należy wziąć ostrokrzew, trzebuchę oraz szałwię lekarską, ugotować je w wodzie, przelać wywar do misy, następnie się nad nią nachylić i zacząć ziewać. Wówczas robaki wypadną do naczynia. Aby pozbyć się bólu zęba, należy zetrzeć korę z drzewa cierniowego i leszczyny, wykonać nacięcie na zewnętrznej ścianie zęba i regularnie posypywać je proszkiem. Na ból górnego zęba weź liście łozy, zwiń je i wyciśnij ich sok prosto na nos. Na ból dolnego nacinaj dziąsła ostrym narzędziem, aż zaczną krwawić. Na wypadek gdyby zęba nie dało się uratować, twórca manuskryptu zamieścił także przepis na bezbolesną ekstrakcję: Weź kilka traszek, przez niektórych zwanych jaszczurkami, oraz garść tych paskudnych chrząszczy, na które latem można natknąć się pośród paproci. Upraż je w żelaznym kotle, a następnie sporządź z nich proszek. Zwilż palec wskazujący prawej ręki, zanurz w proszku, a następnie wsmaruj go w ząb. Powtarzaj tę czynność wielokrotnie, powstrzymując się przy tym od plucia, dopóki ząb bezboleśnie nie wypadnie. Skuteczność niniejszej metody została potwierdzona. Przeciwbólowe łajno W piętnastowiecznej „księdze pijawek”, podręczniku instruktażowym hirudoterapii, znajdziemy opisy podobnych kuracji. Jedna z nich ma stanowić remedium „na ból dziurawego zęba”: Weź krucze łajno i zabarwiwszy je sokiem z bertramu, tak by chory nie rozpoznał, co to takiego, umieść je w dziurawym zębie. Wówczas, jak wieść niesie, owo łajno rozsadzi ząb od środka, ból przeminie i ząb wypadnie. Jeżeli żadna z powyższych metod nie pomogła, pozostawała jeszcze cała masa dalekich od ekstrakcji zabiegów, takich jak puszczanie krwi, leczenie pijawkami, przypiekanie skóry, lewatywy, stawianie baniek, wkładanie ząbków czosnku do uszu, kauteryzacja nerwów wewnątrz zęba za pomocą rozgrzanego żelaza lub silnego kwasu. Jeśli już ktoś się decydował na wizytę u rwacza, najpewniej cierpiał straszliwe katusze, a jego ząb był widać w takim stanie, że nadawał się tylko do usunięcia. Natomiast to, czy pacjent pozbędzie się właściwego zęba i czy w ogóle przeżyje, pozostawało kwestią otwartą (…). Zobacz też: Odchody ukochanej na złamane serce, przypalanie żelazem przeciw melancholii. Najgłupsze lekarstwa w dziejach medycyny Objazdowi rwacze zębów Wiele wskazuje na to, że najostrzej krytykowani medycy, czyli rwacze zębów, spotykali się z wrogością, która przebija nawet z licznych synonimów ich profesji. Do najczęściej stosowanych zaliczały się określenia takie jak szarlatan, znachor, oszust, hochsztapler, saltimbanco, pozorant i fałszywy medyk, przewijające się przez wieki historii stomatologii (…). Mianem szarlatana początkowo określano rwacza zębów, który wykonywał zabiegi, siedząc okrakiem na grzbiecie konia – tę ekscentryczną, a zarazem niebezpieczną sztukę praktykowano w Anglii i we Włoszech. Później zaczęto w ten sposób mówić na wędrownych znachorów zabawiających zgromadzoną pod sceną publiczność, w tym potencjalnych pacjentów, opowieściami, sztukami magicznymi i żonglerką przed przystąpieniem do pracy (…). publiczna Nie wszystkim pacjentom rwaczy zębów było dane przeżyć. Znakiem rozpoznawczym objazdowego rwacza zębów była chorągiew lub parasolka, z której, jak podaje część źródeł, zwisał niewielkich rozmiarów aligator (rzekomo fragment ogona owego gada służył do tamowania krwi płynącej z pustego zębodołu po przeprowadzeniu ekstrakcji). Spiczasty kapelusz z widocznymi atrybutami świętej Apolonii, patronki dentystów i wszystkich cierpiących na ból zęba, oraz naszyjnik z ludzkich zębów również stanowiły nieodłączny element rynsztunku. Swój fach, czy raczej hochsztaplerkę, uprawiali pod gołym niebem, gdyż potrzebowali do tego światła. Równie istotną rolę odgrywał tłum: z jednej strony oznaczał większą pulę potencjalnych pacjentów, z drugiej liczna widownia jeszcze bardziej podgrzewała atmosferę, co samo w sobie było dobre dla interesu. Jarmarki, targi i bazary stanowiły idealną scenerię dla ich pokazów o teatralnym wręcz charakterze, podczas których przede wszystkim zapewniali ludziom rozrywkę. (…) Nie wszyscy praktykujący sztukę wyrywania zębów byli oszustami i złodziejami. Niektórym po prostu brakowało kompetencji. Ale nawet jeśli wykazywali talent i biegłość w tej profesji, przy braku dostępnych dziś narzędzi i środków przeciwbólowych każdy zabieg stomatologiczny, niezależnie od poziomu kompetencji przeprowadzającej go osoby, musiał być przerażającym doświadczeniem. Źródło: Tekst stanowi fragment książki Jamesa Wynbrandta Bolesna historia stomatologii, albo płacz i zgrzytanie zębów od starożytności po czasy współczesne, która ukazała się właśnie nakładem Wydawnictwa Marginesy. Zobacz również Administracja serwisu nie ponosi odpowiedzialności za materiały dodawane przez użytkowników, którzy podczas rejestracji zaakceptowali regulamin serwisu. Jeśli uważasz, że materiał znajdujący się w naszym serwisie łamie prawo, bądź narusza zasady, możesz zgłosić ten fakt to administracji serwisu

albo żyjesz albo się boisz